Czerwone Ateny czyli Olympiakos Pireus wygrywa Final Four Euroligi (zdjęcia)
Kibice Olympiakosu zdecydowanie zdominowali Final Four w Atenach. Fot. Rafał Myśliwiec
W miniony weekend w Atenach rozgrywany był Final Four koszykarskiej Euroligi. Zainteresowanie turniejem było ogromne, hala Telekom Centers wypełniła się po brzegi, a atmosfera była niesamowita. Olympiakos Pireus triumfował po raz czwarty w historii mając wsparcie blisko 18 tys. kibiców.
KOSZYKÓWKA
Bilety, których ceny w oficjalnej przedsprzedaży zaczynały się do 484 euro rozeszły się błyskawicznie, nim było jeszcze wiadomo, kto zagra w finałowym turnieju. Gdy w ub. roku ogłoszono lokalizację Final Four wszyscy ostrzyli sobie apatyty na konfrontacje dwóch odwiecznych rywali Panathinaikosu z Olympiakosem. „Koniczynki” zaprzepaściły jednak ogromną szansę na awans do finałowego turnieju bowiem w ćwierćfinałowej konfrontacji z Valencią, kiedy po meczach w Hiszpanii prowadziły 2-0, nie potrafiły postawić kropki nad i. Ponoć w tej sytuacji mocno odetchnęła policja w Atenach, bowiem zapewnić bezpieczeństwo gdy w jednym miejscu pojawiliby się zarówno fani Olympiakosu i Panathinaikosu byłoby nie lada wyzwaniem. Chociaż Panathinaikos nie awansował do Final Four, turniej odbył się w jego domowej hali. Znając fanatyzm ateńskich kibiców, można było się spodziewać, że nawet przy braku własnej drużyny zdominują trybuny, co w obliczu obecności znienawidzonego Olympiakosu tworzyło wyjątkowo napiętą atmosferę. Zresztą już pół roku temu, jeszcze w trakcie trwającego tego sezonu, wykupili wszystkie karnety (15 tysięcy) które były dostępne na sezon 2026/2027.
Efektowna otwarcie turnieju. Fot. Rafał Myśliwiec
Tym samym kibice czerwono-białych zdecydowanie zdominowali Final Four. W hali stanowiącej kompleks olimpijski w Atenach pojawili się po długiej bo aż 13 letniej przerwie. Władze greckie po serii zamieszek, wprowadziły bowiem zakaz uczestnictwa kibiców drużyn przyjezdnych na meczach derbowych pomiędzy Olympiakosem, a Panathinaikosem.
Fot. Rafal Myśliwiec
Podczas półfinału z Fenerbahce Olimpiakos miał wsparcie ponad 12 tys. fanów. Klub ze Stambułu mógł liczyć na około 2 tys. kibiców, Valencia około tysiąca, a Real Madryt 500. W finale, w hali Telekom Centers mogącej pomieścić nieco ponad 19 tys. widzów (choć jej pojemności ze względu na miejsca dla vipów, sponsorów i dziennikarzy, których było aż 600 ! została pomniejszona), kibice czerwono-białych stawili się w liczbie 18 tys. Odkupili wszystkie bilety jakie przysługiwały Fenerbahce, bowiem kibiców tureckich zupełnie nie interesował finał bez udziału ich zespołu. Swoje bilety sprzedawali również kibice Valenci, ale nie wszyscy, bo niewielka grupka pojawiła się na meczu. Ci, którzy zdecydowali się sprzedać swoje wejściówki podobno nieźle się przy tym obłowili. – Wyjazd do Grecji praktycznie zamknął się na zero – mówił jeden z hiszpańskich kibiców na łamach Sportday, ale nie chciał zdradzić za ile odsprzedał bilet. Z kolei w innym z greckich dzienników sportowych już w poniedziałek pojawiły się historie kibiców Olympiakosu, którzy w niezwykły sposób odkładali na bilety. Jeden z nich przyznał, że przez dwa miesiące jadł wyłącznie makaron by oszczędzić na bilet, robotnik budowlany pracował z kolei na dwie zmiany, żeby zabrać syna na mecz, a kilku kibiców przyznało, że sprzedało swoje wysokiej klasy telefony by mieć na wejściówkę.
Grupa zmotoryzowanaych kibiców Olympiakus w drodze na finał
Dwie największe grupy kibiców Olympiakosu na niedzielny finał podróżowały metrem i… skuterami. Ta pierwsza wsiadła na stacji Neo Faliro tuż obok stadionu piłkarskiego Olympiakosu i bez żadnych przestanków dojechała na stację Irini, gdzie znajduje się kompleks olimpijski. Z Kolei zmotoryzowani zakorkowali dosyć mocno i tak zatłoczone ulice Aten. To jednak, co wydarzyło się już po meczu w Pireusie, przeszło wszelkie wyobrażenia. Wokół placu pod teatrem zgromadziło się blisko 100 tys. osób, oczekując na przyjazd koszykarzy, którzy zjawili się tam po pierwszej w nocy. Feta trwała do białego rana, o czy można było się przekonać próbując dostać się w poniedziałek na pierwszy kurs metra jadącego w stronę lotniska. Wagony szczelnie wypełnione były czerwono-białymi fanami, którzy po całonocnym świętowaniu wracali do domów.
W drodze na halę kibice poddawani byli kilku kontrolom. Fot. Rafał Myśliwiec
W porównaniu z poprzednimi turniejami Final Four liczba pracowników ochrony wzrosła niemal dwukrotnie, do ponad tysiąca osób, a siły policji patrolujące ulice zostały podwojone względem standardowych zabezpieczeń. Euroliga wprowadziła również surowe zasady dotyczące biletów, wymagające okazania dokumentu tożsamości wraz z jego pełnymi danymi. Na nic to się jednak zdało wobec awarii technicznej czytników, która zmusiła personel do wpuszczania kibiców bez skanowania biletów.
Ekscentryczny właściciel Panathinaikosu, Dimitris Giannakopoulos, nie omieszkał ostro skrytykować Euroligi: – Gdyby to wszystko wydarzyło się na meczu Panathinaikosu, ukaralibyście nas, nałożylibyście na nas miliony grzywien, zawiesili, a mnie osobiście nie wpuszczono by na stadion nawet w następnym życiu. Skoro to wszystko wydarzyło się na waszą własną odpowiedzialność – bo oddaliśmy wam naszą halę – co, do cholery, zamierzacie zrobić? Czy Giannakopoulos znowu jest winny? Zamierzacie mnie ukarać? – napisał na Instagramie.
Dimitris Giannakopoulos Fot. Fb Panathinaikos
Giannakopoulos odziedziczył klub i wielką firmę farmaceutyczną po ojcu. Jest znany z ostrych wypowiedzi, szalonych zachowań i… wysokich kar finansowych (liczone w setkach tysięcy euro), które musi płacić Eurolidze. Jak przyznali miejscowi dziennikarze, greckiej federacji mimo różnych występków nie zapłacił jeszcze choćby euro. Często za obraźliwe wypowiedzi wobec władz Euroligi czy zespołów rywali dostaje też zakaz wstępu do hal.
W tym sezonie, po sensacyjnej porażce z Arisem Saloniki, Giannakopoulos zażądał dymisji trenera Ergina Atamana oraz całego sztabu szkoleniowego, ale sytuacje zażegnano. W marcu natomiast, chcąc zmotywować zespół, obiecał dodatkową premię w wysokości miliona euro, jeśli jego drużyna wygra Euroligę, Puchar i mistrzostwo Grecji, ale już wiadomo, że nie będzie musiał wydawać dodatkowych pieniędzy.
Odpalenie rac przez kibiców Olympiakosu kosztowało klub z Pireusu 8 tys euro. Fot. Rafał Myśliwiec
Jego największą obsesją jest jednak rywalizacja z lokalnym rywalem – Olympiakosem. Kiedyś, przed laty, przy okazji meczu derbowego, oskarżył o przekupienie polskiego sędziego, twierdząc, że klub z Pireusu wręczył mu 20 tys. euro. Innym razem na ławkę rezerwowych rywali złośliwie podrzucił damską bieliznę w barwach Olympiakosu. Ten „prezent” miał wymowny podtekst, nawiązujący do sytuacji, w której rywale w proteście przeciwko rzekomemu stronniczemu sędziowaniu nie wyszli na drugą połowę meczu. Zresztą przed kilkoma laty zespół z Pireusu odmówił dokończenia spotkania z Panathinaikosem, twierdząc wprost, że dwójka arbitrów jest „opłacona” przez rywali. Za taką decyzję władze ligi ukarały Olympiakos degradacją z ekstraklasy, z możliwością awansu dopiero po dwóch latach. W tej sytuacji czerwono-biali mieli dwie drużyny w rodzimych rozgrywkach i Eurolidze, gdzie grali też w Final Four.
Najnowszym prztyczkiem w nos dla zespołu z Pireusu była… dezynfekcja hali po Final Four. Panathinaikos opublikował na portalu społecznościowym zdjęcia z „czyszczenia” z podpisem. – Proces dezynfekcji i oczyszczania biologicznego na terenach i szatniach T-Center został zakończony, aby ponownie powitać przyjaciół Panathinaikos AKTOR.
Dezynfekcja hali Fot. Fb. BC Panathinaikos Aktor
W tym sezonie Panathinaikos dysponował największym budżetem w Eurolidze – 27 milionami euro – co jednak nie wystarczyło do awansu do turnieju Final Four rozgrywanego we własnej hali. Dla wspominanego prezesa było to ogromne rozczarowanie, zwłaszcza że na „jego terenie” triumfował odwieczny rywal.
Olympiakos z 22,5 mln. euro znajdował się na drugim miejscu pod względem wysokości budżetu, Real na czwartym z 19 mln, a Fenerbahce na siódmym z 17,5 mln. Jeśli już mowa o finansach, to najlepszy zespół Final Four w Atenach zainkasował 2,4 mln, wicemistrz 2,1 mln, a półfinaliści po 1,6 mln.
Fot. Rafał Myśliwiec
Ateny mocno żyły turniejem, choć mecze w Telekom Center mogło obejrzeć „zaledwie” 19 tys. widzów. Dla tych, którzy nie mieli biletów organizatorzy przygotowali telebim w centrum miasta, w specjalnie zbudowanej Fan Zonie, gdzie na kibiców czekało mnóstwo atrakcji. Aby wejść do Ogrodów Narodowych tuż przy Zappeionie (budynek ten wykorzystywano podczas igrzysk olimpijskich w 1896 roku jako główną arenę szermierki), trzeba było odstać swoje. Kibice jednak nie narzekali, ponieważ biorąc udział w zręcznościowych konkursach na stoiskach sponsorów Final Four, zawsze mogli coś wygrać. Konkursy odbywały się nie tylko w Fan Zonie, ale też w innych częściach miasta. Zresztą na każdym kroku, od lotniska, przez metro, widać było, że Ateny żyją tym wielkim koszykarskim świętem.
Fot. Rafał Myśliwiec
Organizatorzy personalizowali także przestrzeń miejską, bo nawet przystanki autobusowe zamieniono w tematyczne instalacje, gdzie między szybami wypełnionymi setkami miniaturowych piłek do koszykówki eksponowano oficjalne logo Final Four. Już dzień przed rozpoczęciem turnieju wyprzedano większość pamiątek, choć do najtańszych one nie należały.
Przystanki autobusowe w Atenach. Fot. Rafał Myśliwiec
Fot. Rafał Myśliwiec
Kibiców z Hiszpanii czy Turcji można było spotkać w niemal każdym turystycznym zakątku Aten, gdzie atmosfera pozostawała daleka od agresji czy wrogości. Wrogości nie było jej również podczas meczów, choć zdarzały się drobne prowokacje. Jeden z greckich influencerów paradował przed trybunami fanów Olympiakosu w zielonej bluzie Panathinaikosu, jednak gdy w jego stronę poleciały butelki z wodą, szybko zniknął z pola widzenia. Z kolei kibice Olympiakosu kilkakrotnie prowokowali fanów Fenerbahçe, wymachując flagą Mani. Ten symbol, od dawna kojarzony z buntem i kulturą wojowników południowej Grecji, ma silne znaczenie historyczne oraz antytureckie konotacje. Na szczęście na drobnych zaczepkach się skończyło. Natomiast władze Euroligi ukarały Olympiakos za odpalenie rac przez kibiców pod koniec meczu kwotą 8 tys euro.
Jeden z kibiców Olympiakosu wyszedł z hali z cenną pamiątką, jaką była siatka z kosza… Fot. Rafał Myślwiwiec
Za rok Final Four ma zostać rozegrany w Abu Zabi, ale jak przyznał prezes Euroligi, Chus Bueno może zostać przeniesiony. Swoje kandydatury zgłosiły już – Belgrad (Stark Arena – pojemności 24 tys.), Valencia (Roig Arena – 15,6 tys.) i Kowno (Żalgiris Arena – 14,5 tys).
PRZECZYTAJ TEŻ: Solidne wzmocnienia OPTeam Energia Polska Resovii. Wraca Oleksandr Mishula
MIx zona, miejsce gdzie przeprowadza się pomeczowe wywiady w hali w Atenach. Fot. Rafał Myśliwiec
Na Final Four akredytowanych było 600 dziennikarzy. Fot. Rafał Myśliwiec
Fan Zona w Atenach była mocno oblegana prze kibiców. Fot, Rafał Myśliwiec
Fot. Rafał Myśliwiec
Fot. Rafał Myśliwiec
Fot. Rafał Myśliiwec
Fot. Rafał Myśliwiec
Fot. Rafał Myśliwiec
Fot. Rafał Myśliwiec
Fot. Rafał Myśliwiec
Fot. Rafał Myśliwiec
Stara hala Panathinaikosu, która mieści się pod trybunami stadionu. Na niej swoje mecze rozgrywają m.in. koszykarki „koniczynek”. Fot. Rafał Myśliwiec
Loża prasowa na ww. hali. Fot. Rafał Myśliwiec
Panorama Aten. Fot. Rafał Myśliwiec
Fot. Rafał Myśliwiec
Fot. Rafał Myśliwiec
Porzucać do kosza można było w wielu miejscach stolicy Grecji. Fot. Rafał Myśliwiec
W Atenach na stadionie olimpijskim tuż obok hali w trakcie Final Four odbył się koncert Iron Maiden, który zgromadził na trybunach ponad 50 tys fanów. Fot. Rafał Myśliwiec
Fot. Rafał Myśliwiec
Fot. Rafał Myśliwiec
The post Czerwone Ateny czyli Olympiakos Pireus wygrywa Final Four Euroligi (zdjęcia) appeared first on Super Nowości – wiadomości z Rzeszowa i Podkarpacia.